Jeszcze w zielone gramy
(sł. W. Młynarski, muz. J. Matuszkiewicz)


Przez kolejne grudnie… maje…
Każdy goni jak szalony
A za nami pozostaje
Sto okazji przegapionych
Ktoś wytyka nam, co chwilę
W mróz czy upał
W zimie, w lecie
Szans niedostrzeżonych tyle…
I ktoś rację ma… lecz przecież

Jeszcze w zielone gramy,
jeszcze nie umieramy
Jeszcze któregoś rana,
odbijemy się od ściany
Jeszcze wiosenne deszcze
obudzą ruń zieloną
Jeszcze zimowe śmieci
na ogniskach wiosny spłoną
Jeszcze w zielone gramy,
jeszcze wzrok nam się pali
Jeszcze się nam pokłonią ci,
co palcem wygrażali
My możemy być w kłopocie,
ale na rozpaczy dnie
Jeszcze nie, długo nie.

Więc nie martwmy się, bo w końcu
Nie nam jednym się nie klei
Ważne by, choć raz w miesiącu
Mieć dyktando u nadziei
Żeby w serca kajeciku
Po literkach zanotować
I powtarzać sobie cicho
Takie prościuteńkie słowa:

Jeszcze w zielone gramy,
jeszcze nie umieramy
Jeszcze się spełnią nasze
piękne sny, marzenia, plany
Tylko nie ulegajmy
przedwczesnym niepokojom
Bądźmy jak stare wróble,
które stracha się nie boją
Jeszcze w zielone gramy,
choć skroń niejedna siwa
Jeszcze sól będzie mądra
a oliwa sprawiedliwa
Różne drogi nas prowadzą,
lecz ta, która w przepaść rwie
Jeszcze nie, długo nie

Jeszcze w zielone gramy,
chęć życia nam nie zbrzydła
Jeszcze na strychu każdy
klei połamane skrzydła
I myśli sobie Ikar,
co nieraz już w dół runął:
„Jakby powiało zdrowo,
to bym jeszcze raz pofrunął!”
Jeszcze w zielone gramy,
choć życie nam doskwiera
Gramy w nim swoje role,
naturszczycy bez suflera
W najróżniejszych sztukach gramy,
lecz w tej, co się skończy źle
Jeszcze nie! Długo nie!!