DZIWNY PIES MARYSI ES
Źródło: Dog & Sport, 2009

Marysia Es, którą znam od dziecka, a która dzisiaj sama ma dzieci i jest aktorką dramatyczną, wpadła do mnie w niedzielę z wizytą. Towarzyszyła jej młodsza córka Jadwiga i dziwny pies, jak się potem okazało niejaki Lizak.

– Masz nowego psa? – zapytałam
– Nie, to jest pies moich teściów, tylko my się nim na chwilę opiekujemy.
A oni za to czasem opiekują się naszym psem – Lulu. Chętnie sobie pomagamy.

– A skąd on się wziął – zapytałam zaintrygowana jego nietuzinkową urodą i buńczucznym charakterem.
– Znikąd. On jest typowym przykładem psa wziętego znikąd.
– Jakże to?

– Posłuchaj:
Miałam opiekunkę do dzieci, niejaką Oksanę. Któregoś dnia Oksana poszła na spacer z małą Jadzią na Pola Mokotowskie. Wszyscy cieszyli się zielenią i wolnością, Lulu spuszczona ze smyczy szalała ze szczęścia. Ale szczęście i wolność powinno mieć jednak swoje granice, o czym nie wiedziała ani Lulu, ani Oksana, ani zupełnie malutka dziewczynka typu Jadwiga. Lulu zatraciła się na łonie natury i zniknęła nie wiadomo gdzie. Opiekunka zapłakana wróciła z dzieckiem i niepotrzebną smyczą do domu. Zadzwoniła do Marysi (która grała przedstawienie we Wrocławiu) i przerażona zawodziła:
– Oj pani, i co mnie teraz robić, co mnie robić?!

Marysia poradziła:
– Wyjdź na szeroką przestrzeń i wołaj głośno: LuLu, LuLu!

Cuda się zdarzają, może wróci. Cud się zdarzył. Lulu wróciła. Trochę inaczej się zachowywała, ale Oksana tłumaczyła sobie, że po przejściach takie rzeczy się zdarzają. Przypięła ją do smyczy i wróciła do domu. Lulu oblizała ze szczęścia dwie małe dziewczynki, niewykluczone, że dziewczynki zrobiły to samo i wszyscy szczęśliwie zasnęli. Późno wieczorem wrócił do domu tata Leny i Jadwigi. Był zmęczony całym dniem, ale nie na tyle, żeby nie zauważyć, że Lulu to nie jest Lulu.

Obudził Oksanę:

– Co to za pies w naszym domu?
– Lulu.
– Jaka Lulu, jaka Lulu- nie widzisz kobieto, że to jest mężczyzna?!

Oksana ze zdumieniem przejrzała na oczy.
-O Boh ty moj, i co nam teraz robić, co nam robić? I gdzie jest w takim razie Lulu?!

Nowy pies został nazwany przez dziewczynki Lizak, ponieważ bez przerwy lizał wszystkich ze szczęścia i nie wyglądał na psa, który za kimś tęskni.

Ale domownicy tęsknili za Lulu.

Zaczęły się poszukiwania. Marysia zamieściła w gazecie dwa ogłoszenia:
„Na Polach Mokotowskich w Warszawie, dnia tego i tego, zaginęła suka – Lulu.-Lulu to ukochany pies moich dzieci. Kudłata, szara. Rasa – kundel. Pochodzenie- schronisko na Paluchu. Ktokolwiek wiedziałby o losie, proszony jest…itd…”

Oraz drugie ogłoszenie:
„Niedaleko Pól Mokotowskich, w Warszawie, dnia tego i tego, znaleziono psa. Rasa kundel. Kudłaty, szary .Pochodzenie nie znane. Komukolwiek zginął taki pies proszony jest …itd… „

Rozdzwoniły się telefony. Wszyscy zawiadamiali z radością Marysię, że znalazł się pies …
Kiedy tłumaczyła, że to nie ten pies tylko Lizak, i że to ona sama dała te dwa ogłoszenia, mówili że sytuacja jest dla nich za skomplikowana i rozłączali się ze zdziwieniem.

Po Lizaka nie zgłosił się nikt, a Lulu odnalazła się po pięciu dniach! Znowu siedziała w schronisku na Paluchu. Wróciła do swojego sierocińca i musiała przeżyć niejedno.
Powrót do domu wydał jej się cudem i snem!
W mieszkaniu Marysi zamieszkali teraz : dwie małe dziewczynki, dwa psy, dwa koty. Rodzice pracowali od rana do wieczora i Oksana nie była sobie w stanie poradzić z tą całą menażerią.
Ale Lizak już należał do rodziny i nikt nie chciał go oddać do schroniska.

Na szczęście, w roli cudownych wybawicieli z opresji, pojawili się teściowie Marysi, którzy postanowili wziąć Lizaka do swojego domu. A ponieważ właśnie musieli wyjechać na kilka dni, Marysia wpadła z nim do mnie. I opowiedziała tę krzepiącą historię. Krzepiącą, bo okazuje się, że w dobrym świecie nie tylko wszystkie dzieci są nasze. Wszystkie psy także.


Magda Umer
Pęcie Małe, 21 czerwca 2009

Do spisu artykułów