WSPOMNIENIE O KALINIE

„Nie było takiego psa, takiego kota i takiego – przede wszystkim – słabego człowieka, któremu nie umiałaby pomóc” …Tak napisała o Kalinie przed laty Agnieszka Osiecka…

Dawno temu ja byłam takim zbitym psem, wytarganym kotem i bardzo słabym człowiekiem. Nie dawałam sobie rady ze światem i z sobą… Urodziłam dziecko i postanowiłam wychować je sama. Postanowiłam także ochrzcić je… i siebie!
Moi rodzice byli ateistami. Nie udawali ateistów, jak część przestraszonego narodu w czasach komunizmu; byli nimi naprawdę. Postanowiłam to zrobić w tajemnicy; zaprosiłam tylko rodziców chrzestnych i najbliższych przyjaciół.

Mateusz mógł przystąpić do chrztu w każdej chwili – był malutki i niewinny, czysta nie zapisana kartka, ale ja – jawnogrzesznica, kobieta po studiach polonistycznych i po przejściach?!
Ksiądz Wiesław Niewęgłowski prowadził wtedy zajęcia ze studentami, w kościele u św. Anny ,na Placu Zamkowym. Kilka osób radziło mi, żebym zgłosiła się do niego; między innymi Kalina. Mówiła ,że jest mądry i można mu zadawać najbardziej niewygodne pytania… Tak zrobiłam… Po dwóch zajęciach grupowych ksiądz Wiesław (czując chyba ,że nie będzie ze mną tak łatwo), zaproponował mi zajęcia indywidualne.
Zaczęłam się wdrapywać do niego na basztę i zadawać mądre i głupie pytania, a on mi, już spokojniej niż przy studentach, próbował na nie odpowiadać… Nigdy nie zapomnę tych rozmów. ..
Potem opowiadałam o nich Kalinie, którą wybrałam sobie na matkę chrzestną. Mówiła, że wszystko będzie dobrze, bo najważniejszą rzeczą jest bycie porządnym człowiekiem, a nie dokładna znajomość ceremonii kościelnych i historii religii…
Kalina była dokładnie w wieku mojej mamy , barwa jej głosu tuliła mnie przez radio od bardzo wczesnej młodości. Śpiewała jakoś inteligentniej niż wszyscy…
Była, co prawda, symbolem seksu i wyuzdania w socjalistycznej Polsce (rodzice Magdy Czapińskiej na przykład, która także jako mała dziewczynka „kochała się” w Kalinie, kazali jej wychodzić z pokoju, gdy ta kobieta z oszałamiającym dekoltem pojawiała się na ekranie telewizora „Wisła” w domu porządnych ludzi…

Ale to wszystko były pozory. Jako aktorka potrafiła zagrać wszystkie typy kobiet, w niej samej siedziała także niejedna osoba, ale przeważało jedno: BYŁA NADZWYCZAJNIE DOBRYM CZŁOWIEKIEM.
Nie znosiła głupoty, zakłamania, braku poczucia humoru, z trudem tolerowała obecność ludzi przeciętnych i nieciekawych. Mówiła do mnie: ”córeczko, przysięgam ci ,że pan Bóg widzi wszystko i ma poczucie humoru”… (Swoją drogą ciekawe, skąd ona to wiedziała NA PEWNO?!)

Opiekowała się ludźmi najbardziej tej opieki potrzebującymi, ale najbardziej chyba jednak psami i kotami, które zastępowały jej dzieci. Nie miała szczęścia ich mieć.

Kiedy postarzała się, pan Bóg niewątpliwie stał się jej miłością największą. ”Jak pan BÓG to wytrzyma?!” martwiła się podobno Maja Komorowska…

Ciekawa jestem, czy gorszy TAM teraz, w Raju, swoimi niecenzuralnym słowami, czy ustatkowała się wreszcie…. Ale nawet jeżeli w dalszym ciągu klnie jak szewc, to wystarczy że zaśpiewa piosenkę i już ma grzechy odpuszczone. Bo podobno kto pięknie śpiewa, ten modli się podwójnie… Ach Kalinko, kochana moja mamusiu – Klnij spokojnie… i śpij spokojnie. Może i mnie tam kiedyś do Ciebie wpuszczą? Agnieszka napisze dla nas jakąś piękną piosenkę, którą zaśpiewamy razem..

 

Do spisu artykułów