LAWENDA

Źródło: KWIETNIK

Gdyby cały świat nagle zwariował (na co się od pewnego czasu zanosi) i gdyby miały zniknąć wszystkie rośliny- najbardziej by mi było brak lawendy.
Jej koloru i zapachu. Lawenda jako taka, jako mała pojedyncza roślinka, nie wzbudzała na początku mojego zachwytu tak, jak dajmy na to, konwalia, czy niezapominajka. Dopiero kiedy dohodowałam się całego szpaleru lawendy, który prowadzi do głównego wejścia naszego domu, a Ona, widząc jak się Nią zachwycamy, zaczęła rosnąć i kwitnąć zjawiskowo, przystrajać się w bąki i pszczoły(ciekawe czy istnieje miód lawendowy?)- zajęła pierwsze miejsce na moim prywatnym podium roślinnym. Z powodu tej późnej miłości, chciałabym kiedyś pojechać do Prowansji i zobaczyć całe pola lawendowe. Widziałam już lawendę w Nowej Zelandii. Była ogromna, rozłożysta i wysoka; prawie jak forsycja! Mam nadzieję, że u siebie też się takiej, albo prawie takiej doczekam. I cieszę się, że mam jeszcze na co czekać…

– dla „Kwietnika” – Magda Umer

Do spisu artykułów