CO TO JEST MIŁOŚĆ
Źródło: Rzeczpospolita

Kilka lat temu zadzwonił do mnie mąż, mówiąc, że znalazł pod jakąś ciężarówką, przy warsztacie samochodowym, małego, przerażonego wyżła, którego dokarmiali dobrzy ludzie. – Może byśmy go wzięli? – zapytał nieśmiało. Ponieważ nie wyraziłam kategorycznego sprzeciwu, przywiózł psiaka szybko, a sam uciekł pod byle jakim pretekstem…

Wyżeł okazał się być absolutnym kundlem i w dodatku suką. Dałam mu więc na imię Łyżwa i zatrzymałam na próbę. Łyżwa miała niełatwy charakter. Po jakimś czasie przybłąkał się następny pies – tym razem samiec i prawie wilczur, z czarną rozpaczą w oczach. Miał ciężką nerwicę i piekielnie bał się ludzi. Ponad rok nie chciał wejść do domu.

Ni stąd, ni zowąd staliśmy się posiadaczami dwóch bezpańskich psów: zewnętrznego – Bambusa i wewnętrznego – Łyżwy. Po jakimś czasie miłość prawie wilczura i prawie wyżlicy sięgnęła apogeum i staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami ich potomstwa. Było czymś niezwykłym móc obserwować jak te psy, które na początku nie potrafiły kochać nikogo i niczego – umiały natomiast bać się i rzucać na jedzenie – powoli zamieniały się w wiecznie płonące (oczywiście tylko w sensie metaforycznym) pochodnie miłości.

Umiały pokochać siebie (bo podejrzewam, że na początku chodziło im tylko o seks), swoje dzieci, nas, dom, wszystko. My także nie wyobrażamy sobie już bez nich życia.

Zawładnęły naszym domem, kanapami, fotelami, sercami.

Kiedy wracam wieczorem zmęczona z nagrania albo montażu i dwa ciemne pyski próbują mi rozsznurować buty, przytulić się czymkolwiek do czegokolwiek, ani na chwilę nie mam wątpliwości, że szczęście i miłość istnieją. I niepotrzebne są żadne słowa do ich wyrażenia.

Z ludźmi jest trochę inaczej. Tu przydają się wszystkie przeczytane wiersze, książki, obejrzane filmy itp. Ludzie najczęściej wyrażają uczucia za pomocą ich opisu, porównań, metafor i tego wszystkiego, co wymyśliła ludzkość od czasu istnienia języka pisanego i mówionego.

Chociaż nie zawsze.

Jeśli miałabym sobie przypomnieć, kiedy najbardziej kochałam i czułam się kochana – musiałabym się cofnąć do okropnego, zimowego poranka 1988 roku. Tego dnia na skrzyżowaniu dwóch ulic zepsuła się sygnalizacja świetlna i mój mały fiat zderzył się z dużym fiatem sympatycznego i przerażonego studenta, który jechał nim po raz pierwszy. Tata pozwolił mu się odwieźć na lotnisko

Temu chłopakowi, na szczęście, nic się nie stało, ale mnie lekarze ubrali w gipsowy kołnierz i kazali przez 10 dni leżeć w domu. Położyłam się grzecznie do łóżka i nie wiadomo, kiedy przylgnęli do mnie moi synowie. Trzyletni wtedy Franek i dziesięcioletni Mateusz. Leżeliśmy tak bardzo długo przytuleni do siebie, nie mówiąc ani jednego słowa. Do dzisiaj pamiętam błogostan tamtych chwil. Ich szczęście, że żyję i moje, że ich mam. Myślałam wtedy, że tylu rzeczy nie zdążyłam im powiedzieć i zastanawiałam się, czy teraz nie zacząć mówić „na wszelki wypadek”. Ale stwierdziłam, że nie ma sensu. Tę niesłychaną ciszę między nami pamiętam do dzisiaj tak więc miał rację stary Szekspir narzekając „Words, words, words”. No, ale bez nich nie mogłabym Państwu tego opisać.

MAGDA UMER

PS
Dostojny dziennik „Rzeczpospolita” zadzwonił do mnie, bym króciutko napisała, co to jest miłość. Oczywiście nie umiem tego zrobić, bo właściwie nie wiem, co to jest. Ja się tylko domyślam. Ale przypomniało mi się, że przed laty napisał na ten temat śliczny wierszyk Jonasz Kofta. Dedykuję go gazecie i mojemu mężowi na Nowy Rok.

Co to jest miłość?
Nie wiem, ale to miłe
że chcę go mieć dla siebie
Na nie wiem, ile.
Gdzie mieszka miłość?
Nie wiem
Może w uśmiechu
czasem ją słychać w śpiewie, a czasem w echu
Co to jest miłość?
Powiedz albo nic nie mów
Ja chcę cię mieć przy sobie
I nie wiem, czemuż

Do spisu artykułów