O SNACH
Źródło: Bluszcz

Mam nadzieję, że są co najmniej trzy rodzaje życia – życie na jawie, życie pozagrobowe i życie we śnie. To trzecie bywa najciekawsze.

Wiem, że są osoby – agregaty energii (np. Krysia Janda), które mogą spać dwie-trzy godziny na dobę i to im wystarcza. A ja niestety, jeśli nie śpię osiem godzin dziennie jestem ciężko chora i nie do zniesienia. Także dla samej siebie.

Dla mnie sen to znacząca część życia.. być może nasza kondycja danego dnia w dużym stopniu zależy od tego, co nam się w nocy śniło.

Jakieś 20-25 lat temu miałam taki piękny sen… Śnił mi się majowy, ciepły dzień. Mlecze, świeże liście, słońce i przestrzeń. Ogromne połacie łąk i nieba. A na czubku odległego wzgórza rozłożyste drzewo. Jedno wielkie drzewo. Szłam z grupą bliskich mi kiedyś osób – z przedszkola, ze szkoły, ze studiów i z pracy. Rozmawialiśmy i byliśmy szczęśliwi. Kiedy dotarliśmy do drzewa, okazało się, że przypomina orzech włoski. Dojrzałe orzechy były rozpołowione, a w środku znajdowały się po dwa żółtka w każdej łupince. Boskie żółtko! Drzewo życia. Myślałam, że nie ma na świecie takich drzew, że je wyśniłam. Ale w 2005 roku w Indiach zobaczyłam z autobusu takie samo! Niezwykłe, rozłożyste, o skomplikowanym, splątanym pniu. Stało. Drzewo z mojego życia.

Jeszcze wcześniej, za czasów licealnych, mogłam mieć 14-1 5lat, czyli w latach 60, wyśniłam sobie siebie na czymś w rodzaju platformy kosmicznej. Staliśmy w dużej grupie i obserwowaliśmy start jakiegoś kosmicznego statku. Wokół mnie najsłynniejsi polscy aktorzy: Andrzej Łapicki, Adam Hanuszkiewicz, Tadeusz Łomnicki, Gustaw Holoubek, Tadeusz Janczar, Irena Kwiatkowska, Alina Janowska, Zofia Kucówna, Beata Tyszkiewicz… Widzieliśmy, jak ten statek kosmiczny wybucha i rozpada się na tysiące rozżarzonych cząstek na niebie. Czerwono- pomarańczowe niebo i wielki huk.

Katastrofa katastrofą, ale przebywanie wśród tak niezwykłych aktorów, których znałam tylko z kina i teatru, zrobiło na mnie nieprawdopodobne wrażenie.

A potem, po wielu latach, poznałam ich wszystkich na jawie…

Mam też powtarzające się sny. Przyjemne i nieprzyjemne. Często śnię, że duży, pasażerski samolot „zagląda mi” w okna moich hotelowych pokoi. Tak, że widzę ludzi, którzy tam siedzą w środku! Ja się nie boję tych samolotów; nie boję się, że na mnie spadną. A w życiu bardzo boję się latania.

Uwielbiam sny, w których latam ja. Często! Śnię, że unoszę się, płynę w powietrzu. Przemieszczam się w ten sposób do drugiego pokoju, do ogrodu i nad ulicę. Nie SA to duże odległości. Nie latam jak bocian na drugi kontynent, raczej jak polska parkowa kaczka. Ale raz śniłam, że wyleciałam z ogromnymi skrzydłami- ze swojego mieszkania na Kolonii Staszica i leciałam, leciałam aż do placu Narutowicza i do Opaczewskiej, Grójeckiej, alei Krakowskiej i dalej… (leciałam w kierunku, w jakim potem zmieniałam mieszkania!) Jednocześnie cofał się czas i kiedy doleciałam do Opaczewskiej- uciekali nią ludzie z Powstania Warszawskiego. Niebywały sen.

Miałam także jeden powracający rodzaj sny, którego bardzo się bałam. Śniłam go w kółko przez całe dzieciństwo i młodość. Idę ulicą i czuję, że ktoś za mną podąża. Słyszę kroki, napawa mnie to ogromnym lękiem. Boję się odwrócić, zobaczyć tego kogoś. Wiem, ze to jest mężczyzna. Wpierw idzie wolno, potem coraz szybciej i szybciej. I jak już chcę zacząć uciekać, bo wiem, że chce mnie skrzywdzić, nogi wrastają mi w ziemię :krzyczę i płaczę, i na szczęście się wybudzam. Zapłakana i sparaliżowana strachem. Ten sen powtarzał mi się ze sto razy…

Do spisu artykułów