UŚMIECH NA WAGĘ ZŁOTA
CZYLI O HUMORZE JEREMIEGO PRZYBORY
Źródło Tygodnik Powszechny, 2001

 

Nie tak dawno („Nowe książki” 2/95) pewien odważny dziennikarz zaryzykował pytanie , które skierował prosto do Mistrza:
„Czy można zdefiniować rodzaj humoru , który zrodził Kabaret Starszych Panów?”
Odpowiedź brzmiała:
„Zupełnie nie potrafię tego zrobić. To jest jakaś intuicyjna sprawa… Ja lubię właściwie wszystkie rodzaje humoru{…} ale jaki jest ten mój humor – nie wiem , zupełnie nie wiem. Nie potrafię w ogóle teoretyzować na temat humoru , również mojego.”

Ja oczywiście także nie potrafię teoretyzować na ten temat ,ale wydaje mi się, że potrafię napisać jaki ten humor nie jest. Otóż nie jest on zjadliwy, szyderczy, okrutny, kopiący leżących , siedzących czy ledwie stojących , myślących inaczej, mających inny światopogląd, inne upodobania , czy nawet inny gust.

To jest humor inteligentnego , delikatnego, dobrego człowieka , który chciałby ,aby ten świat i ludzie w nim żyjący stali się lepszymi , wrażliwszymi i dowcipniejszymi. I walczy o to najskuteczniejszą bronią – własnym poczuciem humoru i nadzwyczajnym talentem. Walczy przeciwstawiając tępocie – inteligencję
Agresji – delikatność
Chamstwu – dobre wychowanie
Brakowi tolerancji- próbę zrozumienia każdego i wszędzie.

I nie wydaje mi się ,aby kiedykolwiek przeczuwał, pisząc swoje świetne teksty i arcydzieła, że ten sposób opisywania świata , ludzi , zdarzeń i sytuacji – będzie o wiele skuteczniejszym orężem, niż odważna satyra polityczna obyczajowa i społeczna z jaką toczył boje każdy cenzor w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej…

Myślę ,że Jeremi Przybora jest mistrzem w uprawianiu każdego typu humoru, ale mnie najbardziej zachwycała zawsze jego pikanteria, świadcząca o tym ,że można mówić o wszystkim i wszędzie , zależy tylko kto to mówi i w jaki sposób…

Oto kilka zachwycających przykładów pikanterii najwyższej próby, uśmiechu na wagę złota:

”Zimne drewno tej ławki zawsze już tęsknić będzie za ciepłem Pani dotknięcia”
( do kobiety , która postanowiła opuścić ławkę w parku i siedzącego na niej z nią mężczyznę.)

***

„Po wieczerzy już zmyte naczynka , we śnie leży spowita dziecinka,
Którą los na pociechę mi dał , za kolejną pomyłkę dwóch ciał…”

***

„I ta trwoga i ta trwoga , trudna rada, że się nie wie, czy się człowiek dla dam nada
Ale z drugiej strony chwili takiej wdzięk, gdy rozwieje dana dama taki lęk…”

***

Arcydziełem pikanterii w twórczości Mistrza jest mało znana piosenka pt: ”Żegnajcie uda pani Lali”. Piosenka ta została napisana dawno temu, w czasach, kiedy nagle zmieniła się moda „mini” na mniej kobiecą (według autora) – „maxi”:

„Żegnajcie uda pani Lali
Na zachód patrząc i na wschód, ani w pobliżu , ani w dali
Już nie zobaczę takich ud…
Dlatego serce me się żali, dlatego łza zasnuwa wzrok, wiem że mi uda pani Lali
Na zawsze ukrył mody skok.
Nuda , nuda , nuda długich spódnic mnie oplotła
Uda , uda , uda z perspektywy mej wymiotła.
Żegnajcie uda pani Lali
Strzelisty , lekki , smukły cud, chociaż się nigdy tym nie chwali
Nikt nie ma drugich takich ud

(Proszę mnie źle nie zrozumieć… Gdyby mnie coś łączyło z panią Lalą , nie martwiłbym się. To co zakryje moda , odkryje uczucie. Ale nie o to chodzi . Mnie z panią Lalą łączyła jedynie bezinteresowna kontemplacja tego piękna , tego prześlicznego fragmentu nóg, który teraz bezpowrotnie zniknął mi pod przedłużoną do maxi spódnicą. To wszystko.)

Żegnajcie uda pani Lali
Cios najbezlitośniejszej z mód
Zasłoną na was mi się zwalił i nie zobaczę was jak wprzód.
O dyktatorzy mody mali! Co do was nie mam żadnych złud
Cóż was obchodzi pani Lali najcudowniejsza para ud ?!
Moda , moda , moda czasem ujmie ,czasem doda
Szkoda , szkoda ,szkoda, że nie wzrusza jej uroda.
Żegnajcie uda pani Lali, aczkolwiek znałem ja ud w bród,
W pamięci będzie mi się palić blask unikalnie pięknych ud
Pani Lali…”

Dodatkowej pikanterii doda zamieszczenie tego tekstu w czcigodnym „Tygodniku Powszechnym” i fakt że w niczym to temu tygodnikowi ujmy nie przyniesie.

Pozdrawiam – Magda Umer

P. S.
Jeremi Przybora zawsze podkreśla ,że nie jest satyrykiem. Przecież satyrykiem nie może zostać ktoś, kto nigdy nikomu nie chciałby wyrządzić przykrości.

Nieodmiennie wzrusza mnie nasza rozmowa sprzed lat, kiedy pracowaliśmy nad spektaklem pt.: „Zimy żal”, poświęconym jego piosenkom i ja chciałam, aby znalazł się w nim mój ukochany utwór pt.: „Taka gmina”

Ni wyżyna , ni nizina , ni krzywizna , ni równina , taka gmina
Spotkasz chłopa – gęba sina , oj , nie wraca ci on z kina , taka gmina
Miast kobiety , śpiewu , wina – wóda , czkawka , Gwiżdż Janina , taka gmina…itd.

Dobrze- zgodził się mistrz po namyśle, ale wiesz, zawsze mi jest przykro, kiedy pomyślę sobie, że gdzieś w Polsce naprawdę żyje jakaś Janina Gwiżdż i może jej być przykro…
Namówiłam Jeremiego, aby uwierzył w poczucie humoru ewentualnej pani Janiny i piosenka stała się przebojem tego przedstawienia.

Do spisu artykułów