Atramentowa rumba
(sł. M. Sosnowski, muz. M. Muraszko)

Atrament nocy serca zatruwa rytm
I gwiazdy już nie świecą i księżyc znikł
Strwożona myśl, jak w klatce ptak
Trzepocze się o pręty krat
Czy będzie świt, czy będzie dzień, czy umarł świat?

Mówiłeś: przyjmij w darze spokojny sen
To wszytko o czym marzysz, kochana, wiem
Czułością swą obejmij mnie, ja nigdy nie porzucę cię
Ukoję ból, pogrzebię strach na duszy dnie.

Słońce, nie kryj swych promieni skrzących
Daruj mi swój żar gorący
Cały blask podaruj mi
Słońce, nie kryj się za horyzontem
Ogrzej sny na jawie drżące
Pozwól na szczęśliwe dni

Co mi zostało z życia prócz czterech ścian?
Nigdy nie chciałam wiele, co dzisiaj mam?
Dobry sen znikł, wchłonięty w czerń
I odszedł ten, co kochał mnie
Nie mam już nic, nie ma już nic, nie ma już mnie

Słońce, chowasz się za chmur opończę
Gasisz jak nadzieja drwiąco
Tulisz mrok w promieniach krwi
Słońce, ta noc nigdy się nie skończy
Anioł zły na dno mnie strąci
Los jak kat zatrzaśnie drzwi.